Czytelnia


Wybrano: Wyświetlaj wszystkie

Zapomniane ludobójstwo stalinowskie
2010-10-27

Rzeź Polaków w Związku Sowieckim w latach 1937-38 to jedna z wielkich białych plam w historii. W tym czasie na rozkaz Stalina zamordowano w ZSRS ponad sto tysięcy Polaków. Polska pamięta o ofiarach komunizmu. Autorytety nawołują do palenia zniczy na grobach czerwonoarmistów. Po transformacji prawda o zbrodniach stalinowskich trafiła do monografii i podręczników szkolnych. O mordzie katyńskim słyszał niemal każdy Polak. Wielu obejrzało filmową wizję Andrzeja Wajdę. Czyżbyśmy obnażyli już wszystkie zbrodnie sowieckiego reżimu? Niestety, najnowsze dokumenty wskazują na ciągłe istnienie białych plam w sferze relacji polsko-sowieckich.

Niepamięć selektywna

Do niedawna jednym z obszarów nienaruszonych przez polskich historyków było wymordowanie w latach 1937-38 na terytorium ZSRS 111 tysięcy mieszkających tam Polaków. Rozkaz nr 00485 w tej sprawie wydał ludowy komisarz spraw wewnętrznych NKWD Nikołaj Jeżow.

Akcja zakrojona na szeroką skalę objęła całe terytorium Sowietów - od Smoleńska po Kamczatkę. Stanowiła część Wielkiego Terroru, masowej likwidacji „elementów antyradzieckich” w 2 połowie lat 30. XX wieku, która pochłonęła miliony istnień ludzkich. Wrogami ludu były przede wszystkim trzy grupy ofiar: kułacy, osoby pochodzenia polskiego i – w mniejszym stopniu - innych narodowości.

Od nazwiska Jeżowa, swoistego „spiritus movens” wielkiej czystki zarządzonej przez Stalina, otrzymała ona miano „Jeżowszczyzny”. Dobiegła kresu, kiedy na stanowisku komisarza NKWD Jeżowa zastąpił Beria.

Zagłada Polaków to temat kontrowersyjny, gdyż pozostaje jednym z ludobójstw etnicznych w historii XX-wiecznych totalitaryzmów, które dosięgły innych narodów niż ten, o którym najwięcej się mówi. Okazuje się, że przed Holokaustem narodu żydowskiego zarządzonym przez Hitlera zagładę Polaków przeprowadził Stalin.

Tam była Polska

Skąd tylu rodaków znalazło się przed wojną na terenie Związku Sowieckiego? - Oni nie byli imigrantami, bo stamtąd pochodzili, ze swojej wioski czy miasteczka. Granicą zasięgu polskości była granica pierwszego rozbioru z 1772 roku, która szła daleko na wschód. Z jednej strony pod Kijów, z drugiej – pod Smoleńsk – tłumaczy portalowi Fronda.pl Tomasz Sommer. - W trakcie akcji rusyfikacyjnej ta polskość zanikała, niemniej jednak wielu Polaków jeszcze tam zostało – dodaje. – Po traktacie ryskim z 1921 roku kończącym wojnę polsko-bolszewicką Polacy z dalekich kresów stali się obywatelami sowieckimi – mówi portalowi Fronda.pl historyk Paweł Zyzak.

Od 1925 roku tereny ZSRS, na których przeważała ludność pochodzenia polskiego, weszły w skład Polskich Rejonów Narodowych. Była to Dzierżyńszczyzna w okolicach Mińska i Marchlewszczyzna na wschodnim Wołyniu. W ukraińskiej Marchlewszczyźnie rdzenni Polacy stanowili ok. 70 proc. ogółu ludności, której w 1926 roku było ok. 41 tys. W 1930 roku wielkość populacji wzrosła do 52 tys., przy czym udział procentowy Polaków pozostał bez zmian.

Rejony utworzono w imię popularnej po pierwszej wojnie światowej doktryny leninizmu o samostanowieniu narodów. – Stalinowi chodziło o wprowadzenie konstrukcji na kształt szwajcarski, stworzeniu wielu republik narodowościowych, które następnie mógłby rozgrywać między sobą zgodnie z zasadą „dziel i rządź”. Obok rejonów polskich powstały również niemieckie i żydowskie – wyjaśnia Zyzak.

Komuniści liczyli po cichu, że mieszkańcy tych rejonów staną się rozsadnikami myśli rewolucyjnej, którą przemycą na ziemie II Rzeczypospolitej. Rachuby ich spaliły jednak na panewce, gdyż ludność polska wyjątkowo opornie przyjmowała przymusową kolektywizację i ateizację. Dodatkowe niebezpieczeństwo decydenci z Moskwy wyczuli w łatwości, z jaką lokalna Polonia mogłaby stać się zarzewiem rozruchów rozbijających Kraj Rad od wewnątrz i bazą wspierającą ewentualną agresję Polski. Przypieczętowało to decyzję o likwidacji rejonów autonomicznych wraz z polską oświatą i ośrodkami kulturalnymi – Marchlewszczyzna przetrwała do 1935 roku, Dzierżyńszczyzna trzy lata dłużej. Skupiska rodaków zdziesiątkował Wielki Głód wywołany na ukraińskiej wsi w latach 1932-33, a później wspomniana „operacja polska” z lat 1937-38, która objęła całość terytorium ZSRS.

Zagłada tradycyjnych rodzin

Dane moskiewskiego Memoriału mówią o 143 810 osobach represjonowanych, 139 835 skazanych i 111 091 rozstrzelanych. Skąd tak dokładne liczby? Rosyjski historyk skompletował je w 1993 roku na podstawie skrupulatnych raportów napływających regularnie z wydziałów terenowych NKWD do centrali na Łubiance, które zachowały się w tamtejszym archiwum. Dokumenty te udało się wyrwać z paszczy KGB za prezydentury Jelcyna. – W przeciwieństwie do Holokaustu w przypadku zbrodni stalinowskich dysponujemy bogatą dokumentacją. Taką specyfikę miała tamtejsza administracja. Znamy pomysłodawców i bezpośrednich katów, choć część archiwów w Moskwie i stolicach byłych republik sowieckich wciąż pozostaje zamknięta – mówi Sommer.

Liczba ofiar śmiertelnych nie zamyka się jednak na 111 tysiącach wyliczonych przez Memoriał. Było ich więcej, jeżeli doliczymy zesłanych do łagrów, którzy zginęli w wyniku chorób, niedożywienia i złego traktowania. W dodatku podane liczby odnoszą się prawie wyłącznie do mężczyzn w wieku produkcyjnym. – To byli mężczyźni, którzy z różnych przyczyn wpadli w obiektyw władzy sowieckiej – relacjonuje Sommer.

Swoisty seksizm doboru ofiar wynikał z faktu, iż Sowieci właśnie dla aktywnych mężczyzn rezerwowali kategorię wroga klasowego. Chodziło też o rozbicie tradycyjnych rodzin poprzez pozbawienie ich głównego żywiciela. Szczególnie gorliwie likwidowano polskich komunistów (rzadziej komunistki) i polskich księży katolickich, jednak aresztowania pod sfabrykowanymi zarzutami nie omijały przypadkowych rolników.

Jaki los spotykał kobiety i dzieci pozostawione bez głowy rodziny? Zwykle nie obchodzono się z nimi łaskawiej. Żony wrogów ludu, zgodnie z rozkazem nr 00486, przesiedlano do Kazachstanu na 5 do 10 lat. Dzieci trafiały do domów dziecka, gdzie ukrywano przed nimi ich prawdziwą tożsamość i wychowywano je w duchu homo sovieticus. Majątek rodziny aresztanta podlegał w całości konfiskacie. Rodziców tudzież teściów straceńca brak środków do życia skazywał w praktyce na śmierć głodową. Dlatego po dokonaniu statystycznej ekstrapolacji można przyjąć, że antypolska polityka lat 1937-38 pochłonęła nie 111 tys., lecz ok. 200-250 tys. Polaków, a więc jedną trzecią ludności polskiej zamieszkującej ówczesny ZSRS. Nie tylko rejony autonomiczne, ale też m.in. liczną wówczas Polonię leningradzką.

Katyń nie był błędem i wypaczeniem

Jak jednak wytłumaczyć fakt, że przedwojenny mord, który przyniósł do dziesięciu raza więcej ofiar od zbrodni katyńskiej, pozostaje nieznany i pozbawiony politycznego znaczenia? Zestawienie pamięci o 22 tys. polskich oficerów rozstrzelanych w Katyniu, Miednoje i Charkowie z zapomnieniem o 200 tys. metodycznie wymordowanych cywilów źle świadczy o poszanowaniu naszej historii.

- Katyń nie był błędem i wypaczeniem. Był kontynuacją wcześniejszych zamierzeń, polityki sowieckiej od lat 30., a zwłaszcza antypolskiej fobii Stalina, któremu stale towarzyszył lęk przed agresją ze strony Polaków – zauważa Zyzak. Podobnie jak w Katyniu, podczas wielkiej czystki skazanych przeważnie rozstrzeliwano strzałem w tył głowy i zakopywano na miejscu zbrodni. – Ci sami decydenci zdecydowali dwa lata później o popełnieniu Zbrodni Katyńskiej – mówi Sommer.

Dlaczego jednak sprawą nie zainteresował się polski wywiad II RP, którego siatka w Związku Sowieckim uchodziła za najlepszą wśród państw Zachodu? – Żadnego wywiadu w drugiej połowie lat 30. już tam nie było. Istnieją pewne dokumenty dotyczące tej sprawy, ale raczej dowodzą tego, że nie zdawano sobie sprawy z zachodzących wydarzeń, a wywiad polski był ślepy – przekonuje Sommer.

Sprawa eksterminacji sowieckiej ludności polskiego pochodzenia nie przedostała się do polskiej opinii publicznej. Szczątkowe i zniekształcone informacje zaczęły docierać po odwilży 1956 roku, jednak represje redukowano do porachunków Stalina z działaczami Komunistycznej Partii Polski. Tak jest do dziś. – Nie było tej wiedzy. Ona się dopiero przebija. Niektórzy zawodowi historycy coś tam słyszeli. O likwidacji komunistów wiedziano, natomiast nie wiedziano, że był to jedynie epizod pewnej szerszej procedury – relacjonuje Sommer. Świadomość tamtych wydarzeń miała jedynie grupa komunistów, którym pozwolono wrócić z zesłania, by budowali PRL.

Po transformacji odtajniono część postsowieckich archiwów, po czym pojawiły się rosyjskie opracowania dokumentów. Nie wywołały jednak szczególnego odzewu ze strony polskich badaczy. - Spytałem rok temu profesora Paszkowskiego, dlaczego tak duża sprawa nie znalazła dalszego ciągu w pracach polskich historyków. Nie bardzo umiał odpowiedzieć. Powiedział, że pieniądze płyną na określone badania i te badania są realizowane – referuje Sommer.

Ślady polskości

Co dalej z mniejszością polską w Rosji? Czy potomkowie ofiar nadal tam żyją? - Większość z nich została zrusyfikowana. Generalnie ci ludzie roztopili się w rosyjskim środowisku. – ocenia Sommer. - W tej chwili w Rosji praktycznie nie ma Polaków. Statystyki mówią o ok. 200 tysiącach, a w 1937 roku wg oficjalnych danych było 630 tys., a wg nieoficjalnych nawet 2-3 razy tyle. "Problem polski" został tam zlikwidowany – rzuca sarkastycznie.

Pewne ślady I Rzeczypospolitej wciąż jednak pozostają. Ekipa telewizyjna Frondy w 2000 roku zrealizowała dla TVP film dokumentalny o Polskim Rejonie Narodowym im. Juliana Marchlewskiego. Występują w nim polscy mieszkańcy byłej stolicy rejonu autonomicznego - miejscowości Dołbysz (ukr. Dowbysz) położonego 120 km od granicy II RP. Po upadku miejscowego przemysłu miasteczko z roku na rok pustoszeje. W zeszłym roku liczba mieszkańców spadła poniżej 5 tysięcy, jednak według szacunków nadal mieszka tam do 75 proc. osób polskiego pochodzenia. To jedno od połowy lat 20. XX wieku się nie zmieniło.

Michał Jasiński

Źródło: Fronda.pl



W serwisie Fronda.gliwice.pl wykorzystywane są pliki cookies w celach statystycznych i do personalizacji stron.
Użytkownik strony może wyłączyć używanie plików cookies w przeglądarce internetowej, jednak uniemożliwi to prawidłowe działanie serwisu.